Paulina Rylska z Fundacji Donum Vitae: Chcemy objąć troską rodzinę w każdym momencie jej rozwoju

by Przemysław Radzyński
– To jest nasz cel: objąć troską rodzinę w każdym momencie jej rozwoju – od momentu, kiedy kładzione są fundamenty, aż po sytuacje najtrudniejsze – mówi Paulina Rylska, prezes Fundacji Donum Vitae ze Szczecina, której działania koncentrują się wokół troski o małżeństwo i rodzinę.

Fundacja Donum Vitae powstała w 2012 roku. Jak to się zaczęło?

Fundacja Donum Vitae powstawała razem z Fundacją Małych Stópek – obie miały troszczyć się o życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Obie realizują podobne cele statutowe, ale w inny sposób. Fundacja Donum Vitae we współpracy z Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej skoncentrowała się na wsparciu rodziców po stracie dziecka i organizacji pochówków dzieci nienarodzonych. Z czasem zajęła się również organizacją nauk przedmałżeńskich akredytowanych w naszej archidiecezji, które odbywają się poza murami kościoła. Dla narzeczonych oferujemy również poradnictwo życia rodzinnego, niezbędne przed zawarciem sakramentalnego małżeństwa.

W konsekwencji prowadzenia działań prorodzinnych weszliśmy również w spotkania rozwojowe i zaczęliśmy organizować warsztaty, grupy wsparcia wokół tematyki budowania szczęśliwych relacji z samym sobą i w rodzinie.

Skok rozwojowy Fundacji nastąpił cztery lata temu.

Zwiększoną dynamikę działań Fundacji nadała jej nowa siedziba w centrum Szczecina. Nasze lokum przy ulicy Parkowej 1/3 stało się centrum rozwoju inicjatyw rodzinnych. Tu odbywają się spotkania dla kobiet i mężczyzn, dla par i rodziców. Wiele innych osób i organizacji korzysta również z tego miejsca, gdyż jest piękne, dobrze zorganizowane i przestronne.

Ale główną oś działalności stanowi ciągle wsparcie dla rodziców po stracie.

Tak, w sercu działań Fundacji Donum Vitae znajdują się osieroceni rodzice. Służbie im poświęcamy najwięcej czasu i energii. Prowadzimy całodobowy telefon zaufania, oferujemy wsparcie psychologiczne, organizujemy opiekę duchową, pomagamy w procedurach medyczno-prawnych i współorganizujemy pochówki dzieci nienarodzonych w naszej archidiecezji.

Dlaczego Fundacja skupiła się na tak specyficznym i trudnym obszarze działań?

Jako ludzie uznający wartość każdego życia ludzkiego niezależnie od długości jego trwania, zauważyliśmy z jednej strony ogromną potrzebę troski o rodziny, które doświadczają wielkiej tragedii, jaką jest poronienie czy martwe urodzenie, a z drugiej strony niewiedzę i bezradność osób najbliższych i duchownych, którzy w obliczu dramatu nie wiedzą, jak się zachować, co mówić, a czego nie mówić i jak realnie wspierać. 

W naszej archidiecezji posługuje również Duszpasterz Rodziców po Stracie, który zabiegał przez lata, aby na naszym terenie pojawiały się kolejne miejsca pochówku i pamięci po dzieciach nienarodzonych. To nie są wyłącznie kwatery na cmentarzach. To miejsca modlitwy, refleksji i realne narzędzia terapeutyczne dla rodziców pogrążonych w żałobie. To miejsca, gdzie spotykają się całe rodziny, aby kultywować pamięć po tych, którzy odeszli za szybko. Jako Fundacja organizujemy również coroczne rekolekcje, spotykamy się na comiesięcznych mszach świętych, służymy przy pochówkach indywidualnych. Edukujemy w zakresie przeżywania żałoby.

Czy przez 14 lat funkcjonowania Fundacji widzi Pani zmiany w społecznym podejściu do rodziców, którzy tracą dzieci przed narodzeniem? 

Na pewno coraz więcej się o tym mówi. Nie jest to już temat tabu. Również w Kościele księża wiedzą więcej na ten temat. Oczywiście godność dzieci utraconych się nie zmieniła. Ale to stopień naszej świadomości, wrażliwości, ale też odwagi w rozmawianiu o tym, jest większy. I dobrze, bo nie można pomagać komuś, o kim nie wie się, co przeżywa. 

A rodziców, którzy tracą dzieci jest bardzo dużo.

Gdy ten temat w przeszłości był bagatelizowany i pomijany, to też osieroceni rodzice nie czuli się ważni, nie szukali pomocy. Dzisiaj mają większą odwagę i po tę pomoc sięgają. Przykładem są rekolekcje, które organizujemy rokrocznie.

Dlaczego to jest ważne?

Uznanie swojego cierpienia i faktu, że ten mały człowiek to nie był tylko „zlepek komórek” czy po prostu „płód”, tylko że to było „nasze” dziecko, tak naprawdę pozwala rodzicom odpowiednio przeżyć żałobę. A to de facto może umocnić ich relację małżeńską, rozwinąć w miłości i nie zamknie ich na nowe życie. Jeśli rodzice nie przeżyją żałoby po dziecku, to istnieje ryzyko, że nie będę chcieli mieć kolejnych dzieci albo zajdą w ciążę jakby „terapeutycznie”, żeby stłumić cierpienie po stracie, co też nie jest do końca dobre. Zatem przeżycie swojej żałoby po stracie dziecka jest niesamowicie ważne z punktu widzenia kolejnych decyzji o rodzicielstwie, nie mówiąc o szeroko rozumianym zdrowiu psychicznym.

Drugim z filarów Fundacji Donum Vitae jest troska o płodność.

In vitro nie leczy niepłodności, dlatego my proponujemy metodę naprotechnologii. Dysponujemy siecią kontaktów, które proponujemy zgłaszającym się do nas parom. Podczas konsultacji ze specjalistami szuka się przyczyn niepłodności zarówno u kobiety, jak i mężczyzny. 

Zatrzymajmy się na chwilę przy kursach przedmałżeńskich prowadzonych przez Fundację. 

Ich ogromnym atutem jest to, że są uznawane w całej Polsce; można zapisać się na nie przez internet; wybrać opcję pięciu spotkań popołudniowych lub cały weekend. Odbywają się w przyjaznej przestrzeni naszej Fundacji, gdzie w miłej atmosferze, przy kawie i herbacie można też poznać innych narzeczonych i nawiązać nowe relacje. Prowadzone są przez wykwalifikowaną kadrę – księży, siostry zakonne, małżeństwa – która robi to w bardzo ciekawy i dynamiczny sposób. Co roku z naszych kursów korzysta około stu par (zapisy i szczegóły na www.slubwkosciele.pl).

Początkowo zastanawiałem się, gdzie w tych kursach jest działalność pro-life, bo tak kwalifikuje się Wasza Fundacja. Ale kilka razy w naszej rozmowie padło słowo „relacje”. Zbudowanie mocnych więzi między małżonkami oddziałuje na późniejsze życie rodzinne, decyzje dotyczące rodzicielstwa, etc.

Zasadniczo chcieliśmy być razem z ludźmi w budowaniu fundamentów życia rodzinnego. Przyjść do nich z Dobrą nowiną, że Pan Bóg będzie im błogosławił, ale małżeństwo i rodzina to też pewne obowiązki, które wymagają wysiłku i pracy od małżonków. Niewątpliwie ważne są relacje między nimi, ale też zachwyt i szacunek wobec nowego życia, które w ich rodzinie się pojawi. Kiedy osoby z naszej Fundacji nawiązują z nimi kontakt na tym etapie narzeczeńskim, to oni też wiedzą, że mogą do nas wrócić, kiedy w ich życiu pojawia się jakieś wyzwanie czy problem – w relacjach między nimi, z dziećmi albo z teściami, albo problem z poczęciem czy doświadczenie straty. 

To jest nasz cel – objąć troską rodzinę w każdym momencie jej rozwoju – od momentu, kiedy kładzione są fundamenty, aż po sytuacje najtrudniejsze. Bo jak jest dobrze, to w zasadzie małżonkowie sobie wystarczą, ale jak zaczynają się jakieś schody, to wtedy potrzeba wsparcia. Kościół wiele mówi o wartościach rodzinnych. My, w jego imieniu, chcemy się zatroszczyć o różne rodzinne problemy. Za naszym pośrednictwem mogą skorzystać z pomocy psychologicznej, dostać wsparcie prawno-organizacyjne przy pochówkach czy po prostu spotkać drugiego człowieka, któremu nie jest obojętny ich los.

Czy są jakieś szczególne grupy, do których adresujecie albo planujecie prowadzić spotkania czy warsztaty?

Nasza Fundacja zajmuje się tylko osobami dorosłymi. Obserwujemy, że młodzież doświadcza poważnych kryzysów psychicznych, więc zobaczyliśmy rodziców w całej tej sytuacji i ich potrzebę, aby stworzyć im przestrzeń, by mogli się spotkać, powiedzieć o swoim cierpieniu, nie wstydzić się tego, usłyszeć też słowa jakiegoś eksperta, zobaczyć jakąś nową perspektywę i dostać nadzieję. Zorganizowaliśmy spotkanie dla rodziców dzieci po próbach samobójczych. To było mocne i ważne wydarzenie. Na pewno będziemy to kontynuować.

Planujemy też spotkanie dla rodziców dzieci, które mają kryzys tożsamości płciowej. Mamy eksperta, terapeutkę, która chce z nami zajmować się tą problematyką. Temat kryzysu tożsamości płciowej i tranzycji jest faktem. Nie spotykamy się, żeby oceniać czy etykietować, ale zobaczyć tych rodziców w ich sytuacji, jak to indywidualnie przeżywają. Chcemy, żeby Fundacja była takim miejscem, gdzie oni poczują się zauważeni, wysłuchani i gdzie będą mogli otrzymać fachową pomoc.

Pro-life w przypadku Waszej Fundacji oznacza nie tylko „za-życiem” ale bycie blisko życia, blisko wszystkich spraw, którymi żyją ludzie – spraw życia i śmierci.

Dosłownie. W tym roku udało się nam też zrealizować pierwszą edycję szkoleń dla ratowników medycznych, których nikt nie przygotowuje do informowania rodzica o śmierci dziecka. Informowanie członków rodziny o śmierci kogoś bliskiego jest z natury czymś trudnym, a tym bardziej gdy chodzi o dziecko… I znowu chcemy zaopiekować dwie różne grupy – z jednej strony rodziców, którzy doświadczają śmierci dziecka, a z drugiej nauczyć też ratowników medycznych, jak mogą chronić samych siebie przed konsekwencjami psychicznymi obcowania na co dzień z sytuacjami granicznymi w pracy zawodowej.

Inne plany i marzenia Fundacji Donum Vitae?

Chcielibyśmy też szkolić kapłanów, którzy spotykają się z rodzicami doświadczającymi straty, bo to nie jest temat prosty ani z teologicznego, ani z psychologicznego punktu widzenia. Mamy duże doświadczenie i wiedzę na ten temat i chcielibyśmy je przekazać duszpasterzom. Mam nadzieję, że niebawem uda się zorganizować takie szkolenie on-line dla zainteresowanych księży.

Szyld kościelny Wam nie przeszkadza?

Nie kryjemy się z tym, że jesteśmy fundacją związaną z Kościołem, prowadzoną przez Archidiecezję Szczecińsko-Kamieńską. Przychodzą do nas wszyscy i wszyscy otrzymują pomoc – nie pytamy ludzi o światopogląd. Jeżeli ktoś potrzebuje wsparcia duchowego, to je u nas otrzyma. Ale jeżeli go nie potrzebuje, a szuka wsparcia psychologicznego, to dla nas taka pomoc też jest wyrazem ewangelicznego miłosierdzia.

Rozmawiał Przemysław Radzyński / PFROŻ
Fot. Archiwum Fundacji Donum Vitae (na zdjęciu głównym: Paulina Rylska – siedzi druga z prawej)